Grupa naTemat

500 zł. jak 30 srebrników czyli o Trybunale Konstytucyjnym oraz imposybiliźmie Prezesa Kaczyńskiego

Prezes Kaczyński wielokrotnie obiecywał, że skończy z imposybilizmem. Rzeczywiście 100 dni rządu pokazało, że wszystko jest możliwe, gdy władza stoi ponad prawem. Jeśli nie uznaje się żadnych zasad, lekceważy prawo, a niewygodnych wyroków Trybunału Konstytucyjnego po prostu nie publikuje, to większość sejmowa może wszystko.

Ale skoro tak jest, a PiS ma przecież sejm, senat, rząd, prokuratora generalnego i na dodatek dyspozycyjnego prezydenta, to dlaczego wciąż trwa imposybilizm związany z kwotą wolną, wiekiem emerytalnym, kredytami frankowymi i podatkiem od hipermarketów? Przecież A. Duda i B. Szydło całą Polskę przemierzyli, wyjaśniając:


- podatnikom, że najniższa w Europie kwota wolna od podatku to skandal, że trzeba to szybko zmienić, że przecież kwota musi wynosić co najmniej tyle, ile minimum egzystencjalne
- pracownikom, że nie mogą przecież pracować "do śmierci", że 60. letnie kobiety nie powinny pracować, tylko wychowywać wnuki, ciesząc się rodziną
- frankowiczom, że nie było żadnych kredytów we frankach, że to oszustwo, które trzeba naprawić, bo spłaca się przecież tyle pieniędzy, ile się pożyczyło, a nie więcej
- polskim przedsiębiorcom, że wreszcie zagraniczne sieci handlowe zaczną płacić podatki i przestaną wyprowadzać pieniądze za granicę!

Dlaczego to się nie dzieje, a PiS spokojnie patrzy na tyle niesprawiedliwości dotykających Polaków? Co więcej zapowiedzi rządzących zdają się studzić entuzjazm narodu, oczekującego tych zmian. Premier Szydło wspomniała o bliżej nieokreślonych pracach nad jednolitym podatkiem, czyli propozycją Platformy Obywatelskiej z kampanii wyborczej(sic). Premier Morawiecki zapowiedział, że obniżenie wieku emerytalnego to dalsza perspektywa. Profesor Glapiński pracujący nad prezydencką ustawą frankową oznajmił ostatnio, że "kompromis jest możliwy, ale trudny, trudniejszy niż wszyscy ekonomiści i nawet specjaliści od rachunkowości międzynarodowej przewidywali na początku". A minister Szałamacha ledwie utrzymał stanowisko (choć i tak pewnie na krótko), gdy pokazał światu ustawę o podatku od sklepów i zastępy polskich handlowców ruszyły na Warszawę.

Nawet sztandarowe 500+ i podatek bankowy okazały się niemożliwe w wersji z kampanii wyborczej, więc nie dostanie każde dziecko, a podatek zapłacą polskie banki, a raczej ich klienci.

To jak to w końcu jest z tym imposybilizmem?

Czyżby okazało się, że niemożliwe staje się możliwe, ale tylko wtedy, gdy chodzi o przejęcie władzy absolutnej nad państwem i obywatelami? Bo to rzeczywiście się udaje:

- zniszczona służba cywilna: bezpartyjni urzędnicy, o różnych poglądach, którzy pracowali w administracji państwowej w czasie rządów AWS, SLD, PiS, PO zostali wyrzuceni, a zastąpili ich niedawni członkowie Prawa i Sprawiedliwości, w najlepszym razie zagorzali wyznawcy PiS
- prokuratura kontrolowana przez Ministra Sprawiedliwości: polityk, któremu w dodatku przyznano kompetencje tak szerokie, że niespotykane w żadnym innym kraju demokratycznym, będzie mógł wpływać na przebieg procesu, decyzje prokuratorów, a nawet upubliczniać akta spraw na każdym etapie, także przed ich zakończeniem
- media narodowe: jakie są, każdy widzi
- i wreszcie Trybunał Konstytucyjny: prawdziwa wojna, którą PiS toczy właściwie z całym światem, bo chce wprowadzić zmiany wymagające większości konstytucyjnej, nie mając takiej większości
Czy naprawdę o takim końcu "imposybilizmu" marzyli Polacy?

I czy populistyczne obietnice, którymi PiS uśpił czujność wyborców i zdobył większość sejmową, nie zaczęły już parzyć jak 30 srebrników?
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Polityka krajowaPrawo i SprawiedliwośćRodzina 500+
Skomentuj