NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

O Polsce pisowskiej, czyli słabej, samotnej i bezbronnej...

1 maja 2004 roku pamiętam, jakby to było wczoraj: pojechaliśmy do Słowacji, ot tak, żeby przekroczyć granicę bez paszportu. Duma i radość, że nie tylko pogoniliśmy "Ruskich" i jesteśmy w NATO, ale należymy do niedostępnego dla nas przez lata "Zachodu" i moglibyśmy przekraczać kolejne granice, pokazując jedynie dowód osobisty, były naprawdę wielkie!

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że w ciągu 10 lat Polska stanie się prymusem w wykorzystywaniu środków unijnych, że polskie miasta, miasteczka i wsie zmienią się - dzięki nim - nie do poznania. Nie wiedziałam, że PKB per capita, a więc jakość naszego życia, dzięki ciężkiej pracy Polaków i zaciskaniu pasa, gdy było trzeba, będzie doganiać starą Unię w naprawdę satysfakcjonującym tempie.



Tu pewnie wielu pokręci głowami i spyta: satysfakcjonującym? Kogo? Fakty są jednak takie, że w czasie, gdy kraje starej Unii rosły w potęgę, wykorzystując bogactwa i siłę roboczą swoich kolonii, Polska sama była w zasadzie kolonią (1772-1918). A gdy gospodarka światowa rozpędziła się po II wojnie, w Polsce mieliśmy centralne planowanie i socjalistyczne rządy, które doprowadziły nasz kraj do całkowitego bankructwa. Dlatego, narzekając na poziom życia w Polsce warto pamiętać, z jakiej pozycji startowaliśmy w 1989 roku i jak Polska wyglądała w 2004 roku.

Ale po co te reminiscencje?
Bo od 9 marca 2017 r. wiemy na pewno, że PiS i obecny rząd są dla Polski i naszej przyszłości po prostu groźne. Dopóki z nienawiścią do Unii Europejskiej obnosili się posłowie Pawłowicz, Pięta, czy inni ich szeregowi koledzy, można było mówić: demokracja ma swoje prawa, głupich nie sieją, sami się rodzą, trudno. Dzisiaj jednak wiemy już na pewno, że PiS rozpoczął proces powolnego wyprowadzania Polski z Unii Europejskiej. I nie ma w tym żadnej przesady! Jeszcze nie jutro, jeszcze nie w tej perspektywie finansowej, ale to wcale nie tak odległy scenariusz. PiS już wie, że w kolejnym rozdaniu unijnych pieniędzy nie wynegocjuje dla Polski korzystnej pozycji, bo kto będzie chciał rozmawiać z awanturniczym polskim rządem? Jaką koalicję stworzymy? Kto się o nas upomni? Paradoksalnie tylko Donald Tusk, ale to za mało, bo w Unii potrzebne są sojusze dające większość w głosowaniach. Niestety po 15 miesiącach rządów PiS jesteśmy w Unii całkiem sami, co więcej, tak jak wielu ostrzegało, wstając z kolan, tak huknęliśmy się w głowę, że straciliśmy przytomność. Chyba tylko tak można wytłumaczyć "dyplomatyczny sukces" Premier Szydło.

PiS nie tylko osłabił nasz kraj, ale wystawił na pośmiewisko, pisały o tym gazety całego świata. Zafundował Polakom do zjedzenia żabę i w dodatku usiłuje zrobić z tego narodowe zwycięstwo!

Niestety to dopiero początek naszych problemów, bo PiS chce Polski osamotnionej, izolowanej i lekceważonej, Polski bez wpływu na przyszłość Unii Europejskiej. Dlaczego? Bo wtedy łatwo budować przekaz na kolejne miesięcznice, przekaz tak chętnie przyjmowany w pisowskim elektoracie: o zdeptanej godności i dumie Polaków, o Niemcu, co zawsze "pluł nam w twarz", o wyimaginowanych zagrożeniach dla religii i tradycji.

PiS chce Polski słabej i samotnej, bo chce, żeby Polacy byli słabi i samotni, bo takich łatwiej uzależnić od pisowskiego państwa, w wielu wymiarach, także przez 500+. Takim obywatelom łatwiej wmówić, że zagrożeniem dla nich jest Europa i Niemcy, a nie Putinowska Rosja. Tymczasem realnym zagrożeniem dla Polski i Polaków jest partia Jarosława Kaczyńskiego, która dzień po dniu, oddalając nas od Unii Europejskiej, przybliża do Putina. Aż staniemy z nim oko w oko, całkiem sami.
Trwa ładowanie komentarzy...