O autorze
Poseł na Sejm RP VI, VII i VIII kadencji. W latach 2013-2015 Sekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów i Pełnomocnik Rządu do spraw Informacji i Edukacji Finansowej w zakresie Budżetu, Finansów Publicznych i Instytucji Finansowych oraz Ochrony Finansów Publicznych.

Do jej obowiązków należała, między innymi, identyfikacja ryzyk występujących w systemie finansów publicznych, promowanie problematyki dotyczącej ochrony finansów publicznych czy zagadnień ekonomiczno-społecznych w zakresie objętym działaniami administracji rządowej. Nadzorowała m.in. Departament Rozwoju Rynku Finansowego i Departament Prawny, w tym przygotowanie ustaw regulujących sektor bankowy, kapitałowy i ubezpieczeniowy. Koordynowała działania wprowadzające w Polsce loterię paragonową.

Do momentu objęcia stanowiska sekretarza stanu była członkiem podkomisji stałej ds. monitorowania systemu podatkowego w sejmowej komisji Finansów Publicznych oraz przewodniczącą podkomisji stałej ds. jakości kształcenia i wychowania w komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży.

Od początku swojej publicznej działalności (2006 r.) na swojej stronie internetowej leszczyna.info, prowadzi blog – „Niecodziennik”.

Udany strzał, szkoda tylko, że kulą w płot

22.11.2018 r. na stronie internetowej Gazety Wyborczej ukazał się artykuł autorstwa red. Piotra Miączyńskiego pt. „Pierwszy udany strzał posła Horały. Składa zawiadomienie do prokuratury na Rostowskiego i Nowaka. Co naprawdę wynika z zeznań Elżbiety Chojny-Duch przed komisją ds. VAT". Autor cytuje i komentuje słowa przewodniczącego komisji śledczej ds. VAT oraz zeznania byłej wiceminister finansów, uznając je za sensacyjne. Pisze też, że „praktyki, które miały miejsce w resorcie finansów w 2008 roku” były „niezwykle niepokojące”. Co tak wzburzyło redaktora Miączyńskego?

Fakt, że doradcą społecznym Ministra Finansów była Renata Hayder-doradca podatkowy, oraz to, że miała wpływ na rządowe projekty ustaw, a nawet reprezentowała resort podczas rozmów w KPRM. Na początek muszę zmartwić Pana Redaktora, bo jestem przekonana, że takie „praktyki” mają nadal i będą miały miejsce, zarówno w resorcie finansów, jak w wielu innych. Dziwi mnie oburzenie redaktora Miączyńskiego także dlatego, że przecież właśnie na łamach Gazety Wyborczej wielokrotnie czytałam, że przepisy prawa dotyczące życia gospodarczego są nieżyciowe i i utrudniają przedsiębiorcom prowadzenie działalności. A wszystko dlatego, że piszą je urzędnicy, którzy nigdy nie prowadzili żadnego biznesu i nie mają praktycznego doświadczenia. Jest w tej ocenie sporo racji. Nie rozumiem więc, dlaczego z faktu, że Platforma Obywatelska próbowała przełamać ten skostniały urzędniczy świat, robić nam teraz zarzut? Przecież do wyborów w 2007 roku szliśmy z hasłem „Uwolnić energię Polaków” i ułatwić życie małym i średnim przedsiębiorcom. Takie były nasze intencje i głośno o tym mówiliśmy.

Rozumiem, że poseł Horała dostał zadanie: przykryć aferę KNF, więc komisja śledcza ds. VAT musi wykreować „aferę” Platformy Obywatelskiej, ale przecież dziennikarz piszący o sprawach gospodarczych wie, że nie było żadnej „afery vatowskiej”. Były i są (i niestety będą) wyłudzenia podatku VAT, ale ich poziom nie miał żadnego związku z tym, czy rządziła PO, czy PiS, tym bardziej, że podobna skala oszustw występowała w wielu państwach UE.

Ale skoro PiS postawił tezę, że afera była, to Horała musi ją „udowodnić”. Formułuje więc absurdalne zarzuty, bazując na niewiedzy czytelników, i ogłasza światu: „Lobbyści z gabinetem w MF na nieformalnych spotkaniach w KPRM, biznes podatkowy pisze ustawy, rozwiązania rozszczelniające system podatkowy wpisywane do prawa decyzją Sławomira Nowaka, szefa gabinetu politycznego premiera Tuska”.


Kłamstw i manipulacji w tym zdaniu tak wiele, że trzeba je obnażać po kolei.

Okazało się, że gabinetu w MF nie było, trudno też uznać, że „nieformalne spotkania” w KPRM są czymś nagannym. Jestem przekonana, że dopóki urzędnik, nie otrzyma lub nie złoży sam, jak w przypadku protegowanego Prezesa Glapińskiego, korupcyjnej propozycji, nie ma nic złego w tym, że Sekretarz Stanu, Minister, a nawet sam Premier, spotykają się z przedstawicielami suwerena w siedzibie KPRM. A nie były to przecież spotkania w cztery oczy, z włączonymi „szumidłami”. Brało w nich udział zwykle kilkanaście osób, merytorycznie przygotowanych do spierania się na argumenty. Suweren to nie tylko ten, który czeka na 500+, suwerenem są także ci, którzy płacą podatki na ten program i ich także władza ma obowiązek wysłuchać!

Jednak najbardziej kuriozalny zarzut to ten o „biznesie podatkowym piszącym ustawy”. I kto to mówi? Przedstawiciel PiS, czyli partii, na zamówienie której Modzelewski, doradca podatkowy nr 1 w Polsce (nie dlatego, że najlepszy, tylko taki, który został wpisany na listę doradców z numerem 1), napisał ustawę o podatku VAT, ustawę o tzw. podatku „handlowym”, a przez rok pracował dla Prezydenta RP nad ustawą dla frankowiczów, ale okazało się, że była to tylko zasłona dymna dla „nicnierobienia” w sprawie „kredytów frankowych”. Wisienką na torcie posła, co go Gdynia Eugeniusza Kwiatkowskiego nie chciała, są „rozwiązania rozszczelniające system podatkowy wpisywane do prawa decyzją Sławomira Nowaka, szefa gabinetu politycznego premiera Tuska”! Czyżby proces legislacyjny w roku 2008 był inny niż obecnie? A jeśli nie, to poseł po trzech latach pracy w sejmie powinien wiedzieć, że ustawę piszą urzędnicy, a do konsultacji wysyła ją wiceminister nadzorujący właściwy departament. Konsultacje to proces wieloetapowy, bo są wewnątrzresortowe, międzyresortowe i społeczne. Każdy ma prawo zgłosić swoje uwagi i propozycje. W końcu projekt ustawy trafia na Komitet Stały Rady Ministrów, gdzie dyskutuje się wątpliwości, a następnie na Radę Ministrów. W tym momencie rząd bierze pełną odpowiedzialność za treść projektu, a Premier przesyła go do Sejmu. Tu wszyscy posłowie, a w przypadku ustaw podatkowych szczególnie posłowie komisji finansów publicznych, spędzają nad nią wiele godzin, mają prawo zamówić opinie i ekspertyzy. W posiedzeniach komisji uczestniczą aktywnie także doradcy podatkowi i inne osoby, mające wiedzę praktyczną, pomocną w stanowieniu dobrego prawa, które nadmiernie nie utrudni życia podatnikom, i którego nie trzeba będzie po chwili nowelizować (stabilność prawa to duża wartość dla przedsiębiorców).

W końcu to jednak posłowie podejmują decyzję w głosowaniu. Ponieważ wszyscy posłowie PiS zagłosowali za ustawą „rozszczelniającą” VAT, to znaczy, że albo byli w zmowie z Nowakiem i Hayder, albo nie wiedzieli, co czynią.

Rozumiem, że tych dobrych wzorów legislacji młodzi posłowie PiS nie znają, bo dzisiaj ustawę o Sądzie Najwyższym rząd przedkłada bez żadnych konsultacji i oczekuje trzech czytań w jeden dzień, a do ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym poseł (zresztą wiceprzewodniczący komisji vatowskiej) wrzuca poprawkę o banku za złotówkę i sam nie wie, dlaczego. Swoją drogą, jeśli poseł Smoliński mógł „wrzucić” istotny i niezwykle kontrowersyjny przepis w drugim czytaniu, czyli niezgodnie z Konstytucją, to dlaczego poseł Nowak - Sekretarz Stanu w KPRM - nie mógł „wrzucać” przepisów na etapie prac przedsejmowych, czyli zgodnie z Konstytucją?
Ale wróćmy jeszcze do oburzenia na fakt, że doradca podatkowy był społecznym doradcą ministra finansów i wpływał na kształt przepisów. Pani Chojna-Duch stwierdziła, że „konsultowała (pani Hayder) z nami w resorcie poszczególne etapy projektu ustawy, artykuły konkretne, i uczestniczyła też w pracach w kancelarii premiera. I czasami, o ile pamiętam, chodziła z nami na posiedzenia komisji sejmowych”. To znaczy, że wszystko było transparentne, że Minister Finansów nie trzymał pani Hayder w ukryciu, że podpisywała się na listach obecności w Sejmie, że urzędnicy Ministerstwa Finansów wiedzieli, kim jest i wiedzieli także, że na czas współpracy z MF zawiesiła praktykę doradcy podatkowego. To chyba uczciwsze niż postawa pana Śliża, który w tamtym czasie był lobbystą w komisji „Przyjazne Państwo” i przekonywał posłów, że sankcje karne w ustawie o podatku od towarów i usług są niezgodne z prawem UE, więc trzeba je usunąć, a dzisiaj jest dyrektorem departamentu VAT w Ministerstwie Finansów i udaje żonę Cezara.

Przypomnijmy jeszcze, że ustawę znoszącą sankcje przygotowano w Ministerstwie Finansów za czasów PiS, a posłowie PiS zgłosili ją jako projekt poselski, równolegle z naszym rządowym. Można powiedzieć, że ścigaliśmy się z PiS-em na ułatwienia dla przedsiębiorców, bo taki był wtedy klimat! To przecież zmiany w podatkach i składkach pierwszego rządu PiS spowodowały ubytek dochodów sektora finansów publicznych o ok. 3% PKB.

Dla pani Chojny-Duch jako prawnika niezrozumiałe było także to, że ustalenia komisji sejmowej, czyli organu konstytucyjnego, miały być „dominujące”. Ale przecież to właśnie sejm jest władzą ustawodawczą, czyli tą, która uchwala ustawy, a Minister Finansów jest władzą wykonawczą, czyli taką, która je realizuje. Fakt, że projekt nowelizacji ustawy o VAT nie był poselski, tylko rządowy, świadczy właśnie o tym, że urzędnicy Ministerstwa, Pani Hayder jako doradca społeczny, a także Minister Nowak, pilnowali, żeby nie wszystkie propozycje komisji „Przyjazne Państwo” znalazły się w ustawie, co potwierdziła sama Chojna-Duch. Zastanawiam się też, dlaczego to święte oburzenie pani profesor w roku 2018 nie było tak święte w 2008, żeby honorowo złożyć dymisję? Bo chyba nie dlatego, że kadencja Rady Polityki Pieniężnej kończyła się dopiero w 2010 roku i wcześniej nie było dokąd odejść?

Konkludując, wydaje się jednak, że postać pani Hayder (na liście doradców podatkowych nr 4) jest raczej jasnym punktem w historii Ministerstwa Finansów, bo rzesza jej „wychowanków” i kiedyś podwładnych w E&Y zrobiła desant na Ministerstwo Finansów rządzone przez PiS. A to przecież niewątpliwie muszą być sami patrioci, realizujący swoją propaństwową misję. Poczynając od wiceministra Barszcza za czasów pierwszych rządów PiS, potem kilkukrotnie pełniącego funkcje społecznych doradców, aż po wiceministra Gruzę (który ostatecznie wrócił do biznesu, bo tam lepiej płacą patriotom, szczególnie jak to jest KGHM) i obecnego wiceministra Świtałę, czy wspomnianego już dyrektora Śliża, którzy za rok pewnie także wrócą do doradztwa podatkowego. Ciekawe, czyje interesy będą wtedy chronić?

Na koniec pozostaje mi tylko zaapelować do dziennikarzy o to, żeby byli bardziej odporni na propagandę posłów PiS, którzy jak kania dżdżu potrzebują sukcesu, bo wybory tuż tuż, a im bardziej „udowodnią jakąś aferę” Platformy Obywatelskiej, tym bardziej znajdą się na listach do europarlamentu czy sejmu.

Artykuł jest polemiką do tekstu redaktora Miączyńskiego z 22.11.2018 r. pt. „Pierwszy udany strzał posła Horały. Składa zawiadomienie do prokuratury na Rostowskiego i Nowaka. Co naprawdę wynika z zeznań Elżbiety Chojny-Duch przed komisją ds. VAT", który ukazał się na stronie internetowej Gazety Wyborczej.Wysłałam go do Gazety Wyborczej 25.11.2018, niestety redakcja nie zdecydowała się na publikację.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...