O autorze
Poseł na Sejm RP VI, VII i VIII kadencji. W latach 2013-2015 Sekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów i Pełnomocnik Rządu do spraw Informacji i Edukacji Finansowej w zakresie Budżetu, Finansów Publicznych i Instytucji Finansowych oraz Ochrony Finansów Publicznych.

Do jej obowiązków należała, między innymi, identyfikacja ryzyk występujących w systemie finansów publicznych, promowanie problematyki dotyczącej ochrony finansów publicznych czy zagadnień ekonomiczno-społecznych w zakresie objętym działaniami administracji rządowej. Nadzorowała m.in. Departament Rozwoju Rynku Finansowego i Departament Prawny, w tym przygotowanie ustaw regulujących sektor bankowy, kapitałowy i ubezpieczeniowy. Koordynowała działania wprowadzające w Polsce loterię paragonową.

Do momentu objęcia stanowiska sekretarza stanu była członkiem podkomisji stałej ds. monitorowania systemu podatkowego w sejmowej komisji Finansów Publicznych oraz przewodniczącą podkomisji stałej ds. jakości kształcenia i wychowania w komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży.

Od początku swojej publicznej działalności (2006 r.) na swojej stronie internetowej leszczyna.info, prowadzi blog – „Niecodziennik”.

"Trzeba skończyć z bezpodstawnym oskarżaniem innych”, czyli historii SKOK-ów cz. 1.

"Trzeba skończyć z bezpodstawnym oskarżaniem innych” - powiedział Ojciec Wiśniewski. Żeby ten apel nie stał się tylko rozpaczliwym wołaniem w średniowiecznych murach Bazyliki Mariackiej w Gdańsku, trzeba bronić dobrego imienia instytucji i ludzi, którzy dla doraźnych celów politycznych są oskarżani o najgorsze rzeczy. Dlatego przecież byliśmy pod sądami, dlatego też stanęliśmy w obronie zatrzymanych pracowników KNF.


Dobrze, gdy każdy mówi o tym, na czym choć trochę się zna, więc ja zostanę przy Komisji Nadzoru Finansowego.

Często powtarzany kłamliwy zarzut wobec KNF pod przewodnictwem A. Jakubiaka jest taki: KNF odpowiada za złą sytuację w sektorze, bo skoki zaczęły upadać, gdy KNF objęła je nadzorem. Ten kłamliwy zarzut stał się usprawiedliwieniem dla ataku na dobre imię Andrzeja Jakubiaka, Wojciecha Kwaśniaka i ich współpracowników.

A kto naprawdę odpowiada za fatalną sytuację sektora, szereg upadłości spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych i konieczność wypłacenia oszukanym Polakom niemal 5 mld zł z BFG, czyli z sektora finansów publicznych?

Gdy SKOK-i powstawały w latach 90., były jak kasy zapomogowo-pożyczkowe, które starsi czytelnicy doskonale pamiętają. Ot, taki pomysł na to, żeby w Polsce po bankructwie PRL, a w ślad za tym upadku większości przedsiębiorstw, obywatele mogli korzystać z wielowiekowej zdobyczy cywilizacyjnej, jaką jest zinstytucjonalizowane pożyczanie sobie pieniędzy. To były dobre złego początki. I dopóki kasy były, zgodnie z ich fundamentalnym założeniem, dedykowane jednemu zakładowi pracy, czy grupie ludzi znających się wzajemnie, dopóki aktywa kas były niewielkie, a relacje opierały się na zaufaniu pomiędzy członkami, mogły sobie funkcjonować poza nadzorem państwowym, bo były bardziej spółdzielniami, niż instytucjami finansowymi.

Ale sektor rozwijał się tak szybko, że w roku 2000 wartość depozytów złożonych w kasach wynosiła 995 mln zł, żeby w roku 2008 przekroczyć kwotę 8,6 mld zł! Prawie 9 mld zł w instytucjach, które zbierają pieniądze od jednych ludzi, żeby pożyczać je innym! Państwo, które ma obowiązek chronić pieniądze swoich obywateli i nie chce być z tektury, musiało wprowadzić nadzór! To dlatego dwa lata wcześniej, w 2006 roku, Platforma Obywatelska uznała, że pozostawienie kas poza nadzorem państwa staje się niebezpieczne dla członków kas, którzy lokowali w nich swoje oszczędności.


Czy to było działanie przeciwko komukolwiek? Nie, gdyby wtedy PiS przyjął poprawkę Platformy Obywatelskiej do ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym, nie mielibyśmy tylu ludzkich dramatów w sektorze SKOK, a afery Amber Gold mogło nie być w ogóle.

A co działo się przez 8 lat? Po wygranych wyborach przystąpiliśmy do pracy nad ustawą regulującą funkcjonowanie SKOK-ów. Wtedy Prezydent Lech Kaczyński przysłał do sejmu swój projekt, będący kalką projektu forsowanego przez władze Kasy Krajowej z G. Biereckim jako prezesem zarządu na czele.

Projekt był nie do przyjęcia, bo wprowadzał nadzór iluzoryczny, zostawiając decyzyjność po stronie Kasy Krajowej, a odpowiedzialność zrzucając na państwo. Jednak szacunek, jaki mieliśmy dla urzędu prezydenta i jego inicjatyw, spowolnił prace w Sejmie tak bardzo, że ostatecznie ustawa, w kształcie proponowanym przez PO, wyszła z Sejmu pod koniec 2009 roku. Wtedy nasiliły się wędrówki Zarządu Kasy Krajowej do Pałacu Prezydenckiego, żeby w końcu, na kilka minut przed upływem terminu na podpis Prezydenta, projekt ustawy został odesłany bez tego podpisu do Trybunału Konstytucyjnego. Przedstawicielem Prezydenta w TK był Sekretarz Stanu Andrzej Duda.

Kilka miesięcy później była katastrofa smoleńska i nic już nie było takie samo. Jedno jest pewne: SKOK-i nie spędzały nam wtedy snu z powiek na tyle, żeby bić na alarm. Dlaczego? Bo nie wiedzieliśmy, że skala nieprawidłowości w sektorze jest tak wielka. Nie wiedzieliśmy, bo SKOK-i, dzięki PiS-owi, pozostawały poza nadzorem KNF, a człowiekiem, który sprawował nad nimi nadzór, a więc musiał wiedzieć, co dzieje się w kasach, był Grzegorz Bierecki.

Komisja Nadzoru Finansowego mogła zapoznać się z sytuacją finansową sektora SKOK dopiero na początku 2013 roku, bo ustawa weszła w życie 27 października 2012 r. Niestety prawdziwą sytuację sektor SKOK ukrywał przed nadzorcą jeszcze długo.

Jakie sprawozdania finansowe otrzymała KNF, jakich biegłych rewidentów zatrudniał sektor SKOK?

Na 17 biegłych rewidentów, którzy badali 90 proc. aktywów całego sektora, wobec 12 (!) wszczęto postępowania dyscyplinarne po tym, jak KNF zawiadomiła Komisję Nadzoru Audytowego o "niejednolitej metodologii” stosowanej w audycie zewnętrznym sektora SKOK. Gdy KNF wskazała innych audytorów, największa kasa nie wpuściła ich w ogóle.

SKOK-i bawiły się w ciuciubabkę z KNF jeszcze długo, ukrywając, że ich fundusze własne w 2012 roku - a więc jeszcze pod nadzorem Kasy Krajowej- były ujemne, to znaczy, że pieniądze deponowane przez Polaków w kasach były zagrożone. To zagrożenie zmaterializowało się, a fakt, że kasy padają jak muchy, nie jest winą termometru, jakim stała się Komisja Nadzoru Finansowego, lecz trawiącej je przez lata choroby.

Czy nadzorująca SKOK-i w latach 1996 - 2012 Kasa Krajowa tej choroby nie widziała, nie chciała widzieć, czy może ją wywołała? Na te pytania starali się odpowiedzieć prokuratorzy, ale od połowy 2015 roku śledztwa w tej sprawie także padają jak muchy, żeby nie powiedzieć, jak skoki. Dlaczego kasy nie padały wcześniej? Precyzyjnie wyjaśnił to Minister Finansów w lipcu 2015 roku w Sejmie. Konkluzja jego wystąpienia była taka: "jak zwykle w przypadku piramidy finansowej, może ona działać przez jakiś czas, po czym przestaje działać i upada.”

P.S. Grzegorz Bierecki - senator PiS był Prezesem Zarządu Kasy Krajowej do 29 października 2012 roku ( wg KRS)
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...